Historia wielkiego bohatera i władcy przestworzy

11 stycznia 2018
Historia randki z kobietą wyzwoloną
9 stycznia 2018
Leksykon Atrakcyjnych Panów: Krwawy romans z Poetą
10 lutego 2018

Kto chce, szuka sposobów

 

Ubrany w znoszone spodenki i zgrzebną koszulinę kilkuletni chłopiec z impetem wpada pomiędzy pasące się na łące bielutkie gęsi. Wygina się na boki machając symetrycznie rozłożonymi rękoma, które na czas zabawy pełnią rolę skrzydeł. Ten mały naśladowca Ikara nie wie jeszcze o tym, że nadarzy mu się w życiu okazja, by dokonać czegoś o wiele bardziej spektakularnego i wyjść z wyzwania cało, w blasku glorii i chwały.

Czasy, kiedy znalezienie jakiejś spektakularnej dziedziny i chęć bycia jej prekursorem wydają się dzisiaj niesamowicie odległe, szczególnie z perspektywy tych, którym się wydaje, że widzieli już wszystko i nic ich nie zaskoczy (no, chyba, że przelot kosmitów nad Warszawą albo jakiś uczciwy polityk). Tymczasem nie minął nawet wiek od momentu, gdy pierwsi odważni marzyciele, kuszeni laurami sławy, pozostający pod urokiem wciąż jeszcze dostępnych dla niewielu przestworzy, zapragnęli spróbować czegoś, co nie udało się dotychczas nikomu (to właśnie jeden z elementów rozwoju człowieka, pragnienie przekraczania granic). Lot nad nieprzyjaznymi, surowymi terenami Arktyki wydawał się zadaniem ma tyle karkołomnym, że podjęcie się go nosiło nie tylko znamiona bohaterstwa, ale również szaleństwa - nie brakowało jednak takich, którzy bez względu na konsekwencje chcieli się go podjąć i z godną podziwu determinacją dążyli do realizacji swoich marzeń. Wielu zapłaciło za nie najwyższą cenę.

W tej niesamowitej historii o władcach lodowatych przestrzeni nad jednym z najmniej przyjaznych człowiekowi miejsc na świecie, nie zabrakło polskiego akcentu - jednym z pierwszych śmiałków, który zdecydował się na próbę pokonania Arktyki na pokładzie samolotu był Jan Nagórski, w 1914 roku za sterami francuskiego wodnopłatowca Farman MF.11 pokonał w sumie 2.500 tysiąca kilometrów… Ale o tym za chwilę.

 

Mały Jaś i wielkie wyzwania

 

Urodzony w pozostającym wówczas pod rosyjskim zaborem Włocławku, w biednej rodzinie okolicznego młynarza, pobierał nauki jedynie do 6 klasy, później w domowym budżecie zabrakło środków na dalsze kształcenie dzieci. Jednak kolejny raz okazało się, że chęci i talent są ważniejsze od przeciwności losu – Janek w 1906 roku złożył podanie o możliwość zdawania eksternistycznego egzaminu dojrzałości. Jak się pewnie domyślacie, całkiem nieźle mu poszło, dzięki dobrym wynikom dostał się do Szkoły Oficerów Piechoty w Odessie, którą bez problemu ukończył. W 1911 podjął studia w Szkole Inżynierów Morskich w Petersburgu i w tym roku też zainteresował się lotnictwem i podjął szkolenie pilotażu w I Wszechrosyjskim Aeroklubie, równolegle z dyplomem inżyniera zdobył tytuł „lotnika wojennego” – dokonał tego jako jeden z pierwszych w carskiej armii. Niedługo później przydzielono mu wyjątkowo niebezpieczne i odpowiedzialne zadanie…

W 1914 roku wyprawa złożona z Gieorgija Siedowa, G. Brusiłowa i W. Rusanowa, zaginęła w samym środku lodowego piekła. Nawiązanie z nimi kontaktu okazało się niemożliwe, zapadła więc decyzja o wysłaniu ekipy, która ustali położenie i sytuację śmiałków, lub chociaż odnajdzie dowody na ich śmierć. Zgadnijcie kogo wybrano na prekursora w prowadzeniu poszukiwań w tak trudnym terenie z pokładu samolotu.

 

Piekło nie zawsze jest ogniste

 

Podczas ekspedycji ratunkowej, która wyruszyła na poszukiwania zaginionych polarników, wydarzyło się wiele rzeczy uchodzących dotychczas za niewykonalne. Nagórski wraz z przydzielonym mu mechanikiem - marynarzem, na pokładzie statku, na który załadowano rozmontowany samolot, udał się do Murmańska, stamtąd zaś na Nową Ziemię. We dwóch, wspólnymi siłami, w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, nie dysponując ani przystosowanym do tego celu warsztatem, ani specjalistycznym sprzętem, złożyli Farmana MF.11 (którego specjalnie na tę misję sprowadzono z Francji) . Dzielny Polak wykonał następnie serię lotów rozpoznawczych - spędził w powietrzu łącznie niemal 12 godzin, co jak na współczesne realia może nie wydaje się jakimś powalającym wynikiem, ale biorąc pod uwagę, że w porównaniu z tym, co mamy dziś, lotnictwo było jeszcze w powijakach, ten rezultat na pewno zasługuje na szacunek. Jak podaje w swojej książce Mała encyklopedia lotników polskich Jerzy R. Konieczny 21 sierpnia 1914 Nagórski odbył pierwszy lot nad Arktyką na wodnosamolocie wzdłuż zachodnich wybrzeży Nowej Ziemi, oddalając się o 100 km od lądu i przebywając ok. 400 km podczas 4 godzin i 20 minut lotu. Między 21 sierpnia a 13 września 1914 roku wykonał pięć lotów, spędzając w powietrzu 11 godzin 30 minut, przelatując ponad tysiąc sto kilometrów nad lądem i Morzem Barentsa na wysokości od 800 do 1200 m. Podczas ostatniego przelotu dotarł do 76 stopnia szerokości geograficznej północnej.

Poszukiwanych uczestników feralnej wyprawy nie odnaleziono (Nagórski znalazł w opuszczonej chacie dziennik, z którego wynikało, że wszyscy biorący w niej udział zmarli z zimna i wyczerpania - autorem wpisów był prawdopodobnie inicjator polarnej eskapady, Gieorgij Siedow, który zginął podczas próby zdobycia Bieguna), pozyskano jednak mnóstwo cennych informacji. natomiast raport Nagórskiego zawierał cenne i trafne spostrzeżenia, wykorzystane w późniejszych latach dla usprawnienia misji i poprawy bezpieczeństwa pilotów - Polak sugerował między innymi malowanie samolotów na czerwono, by były lepiej widoczne w monotonnym kolorystycznie polarnym krajobrazie.

 

Zmartwychwstanie

 

To jednak nie koniec jego wyczynów – po powrocie z misji został wcielony do czynnej służby jako pilot, brał udział w I Wojnie Światowej, od listopada 1914 roku służył w bałtyckiej flocie lotniczej, do jego zadań należało między innymi patrolowanie przestrzeni nad Morzem Bałtyckim. Za oddanie, wierność i odwagę został pięciokrotnie odznaczony. Można powiedzieć, że poza umiejętnościami i odwagą miał jeszcze sporo szczęścia. Kiedy w 1916 roku jego maszyna została zestrzelona i spadła do wody, pilot został uznany za zaginionego. Później okazało się, że spędził kilka godzin w lodowatym morzu w oczekiwaniu na ratunek. Wyłowił go rosyjski okręt podwodny, a sam Nagórski wyszedł z tej opresji bez większego szwanku. Mimo to, z powodu chaosu jaki panował w kraju z powodu wybuchu Rewolucji Październikowej, wiadomość o jego ocaleniu nigdy nie dotarła do dowództwa – uznano go więc za poległego. Po 1917 roku jego macierzysta jednostka została wcielona do Armii Czerwonej i skierowana do udziału w wojnie domowej. Nagórski nie chcąc brać w niej udziału wrócił do Polski i zgłosił się do Marynarki Wojennej, by nadal służyć w wojsku, jednak w związku z tym, że teoretycznie wcześniej „latał u wroga”, jego wniosek został odrzucony. Wyjechał więc na południe kraju i podjął pracę jako inżynier w przemyśle spożywczym. Na wiele lat stał się postacią zapomnianą.

Dopiero 10 lat po zakończeniu II wojny światowej znany pisarz i polarnik Czesław Centkiewicz podczas jednego ze spotkań autorskich podzielił się z opinią publiczną sensacyjną wiadomością o osiągnięciach i losach Nagórskiego i zelektryzował zarówno polskich jak i rosyjskich ekspertów informacją o tym, że ten bohaterski pilot wcale nie zginął w czasie wykonywania misji, tak jak sugerowały to wojskowe dokumenty. Ostatecznie został przez władze PRL uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) za zasługi i popularyzację lotnictwa oraz szeroko zakrojoną działalność społeczną.

Zmarł w Warszawie w 1976 roku.

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Tematy poruszane na blogu często są przedstawiane z przymrużeniem oka, serio, z kijem naprawdę niewygodnie się siedzi. Historia może być dobrym tematem wyjściowym do lajfstajlu, pretekstem do całkiem współczesnych przemyśleń. Lubię zwierzęta małe i duże, inne stworzenia wybiórczo. Perfumy!
  • Katarzyna M

    Aż mu zazdroszczę życiorysu