Historia randki z kobietą wyzwoloną

9 stycznia 2018
O tym, że każda Mała ma szansę na odmianę losu
8 stycznia 2018
Historia wielkiego bohatera i władcy przestworzy
11 stycznia 2018

W roku 2013 21% badanych uważało, że kobiety nie powinny mieć praw równym mężyczyznom w życiu publicznym

17% badanych uważało, że kobiety nie powinny mieć praw równym mężyczyznom w życiu zawodowym

18% badanych uważało, że kobiety nie powinny mieć praw równym mężyczyznom w życiu rodzinnym

44% uznało, że kobiety w Polsce są ogólnie rzecz biorąc dyskryminowane

Pewna internetowa znajomość

 

Jak to zwykle bywa, zaczęło się niewinnie. Poznali się na Facebookowej grupie zrzeszającej „artystów” z pewnej dziedziny, którą oboje żywo się interesują. Początkowo wymieniali opinie tylko w komentarzach, później przeszli na bardziej prywatne kanały komunikacji; mieli w końcu o czym ze sobą rozmawiać, zarówno ona jak i on wyrażali chęć kontynuowania znajomości i przeniesienia jej na realny grunt. Spotkanie było kwestią czasu, doradziłam więc koledze zgodnie ze swoim przekonaniem, że nie ma co odwlekać nieuniknionego i wkręcać się emocjonalnie w coś, co „na żywo” może okazać się kompletnym niewypałem. Im wcześniej się przekonają, tym lepiej. Nieszczęśnik nie zauważył do tej pory niczego, co wskazywałoby na to, że sprawy nie przyjmą takiego obrotu, jaki sobie zaplanował

Randka, „klimatyczna” kawiarnia w ładnej dzielnicy stolicy – nic nie zapowiadało, że gościa czekają naprawdę ciężkie przejścia a miłe w perspektywie spotkanie zostanie zepsute już na wstępie. Nie zgadniecie jaki był początek całego zamieszania i co stało się kością późniejszej niezgody… Otóż jako zadeklarowany piewca kindersztuby i płynących z niej korzyści w kontaktach z kobietami, chciał pomóc swojej być może przyszłej wybrance zdjąć płaszcz i odwiesić go na stojący nieopodal stojak. Nie dość, że wywołał tym wielkie zdziwienie pomieszane z oburzeniem, to jeszcze dał pretekst do rozmowy o poglądach politycznych i jego zapatrywaniu na współczesne ruchy feministyczne. Możecie się domyślać, że skończyło się katastrofą, mimo że biedak próbował być dyplomatą i nie dać się sprowokować do powiedzenia prostym językiem tego, co naprawdę przychodziło mu do głowy. Strach pomyśleć co by się stało, gdyby to zrobił. Dziewczyna obwiniła go chyba o całe zło świata i po półgodzinnej bitwie, która podobno dłużyła się w nieskończoność, upragnione randes – vous dobiegło końca, w dodatku w atmosferze dalekiej od ideału. Jak słusznie się spodziewacie, nie odprowadził pani do domu i nigdy więcej się do siebie nie odezwali…

 

Im dalej w las, tym gorzej

 

Zainspirowani tymi smutnymi wydarzeniami zastanawialiśmy się ostatnio z czego wynika to doskonale widoczne umiłowanie dla niskich zachowań. Dlaczego tak jest i co doprowadziło do patologii: przedstawicielki płci żeńskiej (oczywiście nie wszystkie!) oburzają się, kiedy mężczyźni traktują je z należytym szacunkiem, gdy mają na uwadze ich delikatność, albo chcą je w czymś wyręczyć, przed czymś ochronić, albo najzwyczajniej w świecie „zaplusować” dobrymi manierami. Nie rozumiem skąd się wzięło to pokutujące w kręgach tak zwanych kobiet „nowoczesnych”, „samodzielnych” i „wyzwolonych” przeświadczenie, że osobnik płci przeciwnej chcący im usłużyć, uważa je za głupsze/gorsze/bardziej niezdarne od siebie. Naprawdę któraś z nich wierzy w to, że zwyczaj otwierania drzwi przed damą wziął się z czysto praktycznej potrzeby, bowiem nasze babki same nie potrafiły tego robić, a dopiero z czasem, na drodze ewolucji, u kolejnych pokoleń wykształciła się ta umiejętność? Muszę w tym miejscu zmartwić wszystkich wyznawców takich poglądów: w KAŻDEJ kulturze będącej w zaawansowanym stadium rozwoju kobieta stała na szczególnym miejscu i była chroniona dlatego, że była WAŻNA, istotna dla przetrwania społeczności, nie zaś dlatego, że uważano ją za GORSZĄ od mężczyzny.

W ogóle moda na to porównywanie i wyrównywanie szans płci (nie, nie mówię tu o tym, że powinny wrócić zasady rodem z XIX wieku, tylko że przy rozpatrywaniu problematyki tego rodzaju nie należy popadać w przesadę i mieszać logiki z błotem) jest skrajnie niedorzeczna – to coś jak odwieczny spór o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą lub na odwrót. Zestawianie ze sobą osób/rzeczy/zjawisk zupełnie od siebie różnych, mających inne cechy i przeznaczenie, i jednocześnie próba klasyfikacji którejś z nich na pozycji uprzywilejowanej jest z góry skazana na porażkę. Pies, choćby chciał być kotem, potrafił miauczeć i łapać myszy tak dobrze jak rasowy mruczek, nigdy nim naprawdę nie będzie, choć wykazuje podobne zachowania. Ten upór, z jakim w naszych czasach na siłę zmienia się znaczenia pojęć, przybiera tak absurdalne rozmiary, że nawet podstawowe role społeczne nie są już wcale oczywiste, a w cenie jest jak największe „pomieszanie z poplątaniem”. Absolutnie nie popieram żadnych przejawów dyskryminacji, ten tekst dotyczy problemu zupełnie przeciwnego: dochodzi bowiem do sytuacji, w których właściwie nie wiadomo jak się zachować i czy bardziej obrazi się towarzysza podjęciem jakiegoś działania czy jego zaniechaniem.

Upadek obyczajów i odwrócenie ról to w dużym stopniu również nasza wina. Obnoszenie się ze swoją źle pojmowaną siłą, epatowanie zachowaniami przypisywanymi niegdyś raczej mężczyznom (nie mam na myśli dążenia do niezależności finansowej, rozwoju zawodowego, pielęgnowania pasji, realizowania marzeń, przekonania o własnej wartości, chodzi o te negatywne postawy), podkreślanie na każdym kroku „jestem suwerennym bytem” (tak jakby to nie było oczywiste) już niedługo sprawi, że przedstawiciele płci przeciwnej choćby chcieli, będą się zwyczajnie bali traktować nas jak kobiety, żeby uniknąć niedorzecznych oskarżeń albo złośliwych komentarzy. Myślę, że z takimi argumentami trudno jest dyskutować i nie należy tego robić, ponieważ w 95% przypadków rozmowa taka zakończy się w niemiłej atmosferze. Nie zaczynaj, nawet jeśli masz wiedzę i argumenty, które w Twoim przekonaniu stawiają Cię na pozycji wygranego, ponieważ prezentowane przez drugą stronę poglądy rzadko w logice znajdują swoje oparcie – przeciwnie – wyrastają na gruncie negatywnych emocji i kompleksów, podlewanych z uporem przez zwolenników PRZEINACZONEJ teorii o równości płci – nie dlatego, że jedna z nich jest gorsza, a dlatego, że nie można postawić znaku = pomiędzy widelcem i łyżką.

Dlatego na miejscu wszystkich tych, którzy znaleźli się w sytuacji podobnej jak mój kolega, odpuściłabym sobie próby naprawiania takich znajomości, ponieważ nawet jeśli jakimś cudem uda się je jakoś pozszywać grubym ściegiem , to nie wiem na jak długo starczy cierpliwości by nie pokazać, że jesteś mężczyzną a nie przedstawicielem „czwartej płci”, czyli zlepkiem kobiecych cech upchniętym w męskim ciele. Możesz być pewny, że raczej prędzej niż później, za Twoje dobre chęci i próby bycia dżentelmenem zostaniesz sprowadzony do roli wroga równouprawnienia i staroświeckiego konserwatysty, zwolennika ucisku i wcielonego zła.

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Tematy poruszane na blogu często są przedstawiane z przymrużeniem oka, serio, z kijem naprawdę niewygodnie się siedzi. Historia może być dobrym tematem wyjściowym do lajfstajlu, pretekstem do całkiem współczesnych przemyśleń. Lubię zwierzęta małe i duże, inne stworzenia wybiórczo. Perfumy!
  • Katarzyna M

    Niestety na osobę z jaka randkowal powyzszy nie ma lekarstwa może tylko czas i zycie