Poznajcie B., czyli dlaczego kobiety nie chcą wartościowych mężczyzn

Ósmy krąg piekła czyli luksus mieszkania z teściową
19 grudnia 2017
Wigilijny stół naszych przodków. Polska szlachta piła to, co najlepsze
21 grudnia 2017

Trudniej znaleźć niż zdobyć

 

Poznajcie B. To taki wiecie, raczej z tych lepszych, półka nr. 8 spośród 10. Dużo widział, sporo wiedział, głowę na karku nosił nie od parady. Chociaż i do tego by się nadała, bo twarz miał przecież niczego sobie, nieco pociągłą, ale proporcjonalną, z wyraźnie zaznaczoną linią szczęki. Intensywnie niebieskie oczy patrzyły możliwie bystro, podkreślone ciemną linią rzęs prezentowały się wcale nieźle. Kobiety lubiły przeglądać się w ich spojrzeniu, choć rzadko trwało to dłużej niż nic nie znaczącą chwilę, błysk fascynacji w metrze czy tramwaju, jeden elektryzujący moment... z którego zazwyczaj nic nie wynikało.

B. odkąd pamiętał nie lubił przegrywać. Już jako dziecko wściekał się, gdy coś mu się nie udało. Wyrywał kartki z cieniutkich zeszytów pierwszoklasisty, kiedy szlaczek nie wyszedł mu tak, jak to sobie wymyślił. Cholerny perfekcjonista, ale trzeba mu przyznać, że najwięcej rzeczywiście wymagał od siebie. W jego przekonaniu dawało mu to prawo do tego, żeby także od innych oczekiwać, że spełnią jego wyśrubowane normy.

B. nie pochodził nie wiadomo skąd. Właściwie wiadomo to doskonale. Nieduże miasto w niezbyt bogatym województwie, trochę "Polska B", ale bez przesady. Nie było tak źle, skoro do liceum mógł dojeżdżać tramwajem. Rodzice B. nie byli z tych, którzy jak wytrawni kołcze dawali swojemu dziecku solidną dawkę motywacji i wiary we własne siły. Z dorosłego punktu widzenia B. stwierdził, że byli po prostu zbyt zwyczajni, by móc zrozumieć jego marzenia. Bo marzycielem B. był wytrawnym, ale nie takim, który na bujaniu w obłokach zaczyna i na nim kończy. Pragną czegoś więcej. Pragnął nieustannie, wiecznie głodny, zachłanny, nienasycony, wyciągający ręce po to, co niewielu przed nim zdołało złapać. Te cechy czyniły go jednocześnie wyjątkowym i nieszczęśliwym. Często sam siebie przeklinał za to, co działo się w jego głowie.

B. zawierał w sobie wszystko, czego potrzebuje mężczyzna by poznać wreszcie odpowiednią kobietę. No, może poza szczęściem i pieniędzmi. Nie pracował w korpo, bo miał jeszcze ambicje i kilka pomysłów na własny biznes. Tylko chwilowo, żeby nie umrzeć z głodu i spłacić kredyt za kawalerkę, która służyła mu za mieszkanie, zaczepił się w niedużej firemce i tyrał po dyszce dziennie sprzedając nie swoje produkty do nie swoich sklepów. Metr kwadratowy na warszawskim blokowisku kosztował tyle co wynajem pokoju w jego rodzinnym mieście.

Tak się złożyło, że chwilowo nie miał dziewczyny. Odkąd kilka lat temu zakończył swój szczeniacki związek, przy żadnej nie zagrzał miejsca na dłużej. Nie dlatego, że z niego taki madafaka plejboj bawidamek, co to to nie on. B. miał konkretne wymagania i chyba nie urodziła się jeszcze taka, która byłaby w stanie sprostać im wszystkim. Tym bardziej, że one zmieniały się w zależności od humoru i aktualnego powodzenia w podbojach.

Jeszcze o tym nie wiecie, ale nad B. ciążyła klątwa… Klątwa Trzech Randek. Kiedy B. wydawało się, że nie palnął żadnej głupoty, nie zachowywał się jak zarozumiały kogut, nie wywyższał się i nie popełniał gaf, po udanym pierwszym spotkaniu następowało drugie, jeszcze fajniejsze, a po nim… No właśnie. Choroba kota, pogrzeb Babci, nagły telefon z pracy, awaria ładowarki, Internetu i Poczty Polskiej, złamany palec, albo po prostu cisza… Chociaż Rada Koleżanek głowiła się i doradzała, żadna nie potrafiła wskazać prawdziwej przyczyny tego stanu rzeczy. Pozostało jedno wyjaśnienie: przekleństwo.

B. nie chciał byle czego, nawet jeśli byle co chciało B. Nie rozmieniał się na drobne, chociaż w przypływie żalu, podpalany męską dumą i testosteronem odgrażał się, że tak dla higieny, raz czy drugi zapomniwszy się, tą i ową weźmie na chatę, żeby pooglądać filmy… Na gadaniu się kończyło, a przynajmniej taki jest stan mojej wiedzy. Jeśli kiedyś spełnił ten swój mokry sen, nigdy głośno mi się do tego nie przyznał. B. nie ma pojęcia co robi nie tak. Wyczerpał już wszystkie możliwości. A Ty? Czy jesteś w stanie pomóc B.?

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Tematy poruszane na blogu często są przedstawiane z przymrużeniem oka, serio, z kijem naprawdę niewygodnie się siedzi. Historia może być dobrym tematem wyjściowym do lajfstajlu, pretekstem do całkiem współczesnych przemyśleń. Lubię zwierzęta małe i duże, inne stworzenia wybiórczo. Perfumy!
  • Katarzyna M

    Niestety czasami mam wrazenie ze autentycznie kobiety nie lubią dobrych mezczyzn.
    Biegna usiłując zlapac kroliczka i w koncu trafiaja na okropnego wilka ,albo zdradliwego lisa…
    Może to kwestia naszych czasow i co niektóre usiluja nam wmowic ze musimy zdobywac,zamiast byc zdobywane..
    Jedyne co Panu B moglabym doradzic to nieco tajemniczości,niedostepnosci, nonszalancji, zachowujac maniery i klase;)
    Mysle ze efekt moglby byc pozytywny .
    Pozdrawiam

    • On już chyba próbował wszystkiego – zawsze jest to samo: te, które chciałyby jego, nie pasują mu, te, które on by chciał, olewają go. Błędne koło.;)

      • Tomasz Szumiło

        Świetny artykuł. Hmm..dużo refleksji, po zapoznaniu się z nim. Gdyby nie – skromność i to, iż wydaje mi się, że B. został przedstawiony, tak naprawdę- bardzo pozytywnie – to powiedziałbym, iż…znam to z retrospekcji. Wiem, że mogę nie zabrzmieć przekonująco, obiektywnie, ale „grzeczny” facet nie musi być nudny. Po prostu – dystans często nie pozwala, by po jednym, drugim spotkaniu otwierać”siebie”. A juz – co do seksu – to że niektórzy faceci nie pchają rąk do majtek – na pierwszym, drugim spotkaniu… cicha woda brzegi rwie;)

        • B. istnieje naprawdę i znam go od kilku lat, a więc dość dobrze, jednak tylko jako jego bliska koleżanka, nie ktoś z kim kiedykolwiek randkował, dlatego mogę chyba obiektywnie go ocenić. To że jest „porządny” wcale nie oznacza, że grzeczny, wręcz przeciwnie, na pewno takiego wrażenia nie sprawia. Ma dużo do powiedzenia, jest konkretny, męski, ale niestety czasem zbyt wiele mówi o swoich pasjach, przez co może wydawać się zarozumiały. On nie ma problemu z autoreklamą, tylko te dziewczyny raczej z przyjęciem tego „na klatę”. 😉