Nauki przedmałżeńskie, czyli jak zdobyć dobrego kandydata

1 grudnia 2017
Gałczyński i jego poalkoholowe przygody, cz.1
29 listopada 2017
Halo, halo, tu Pani Pani(ka)
11 grudnia 2017

Celem życia kobiety było wyjście za mąż

 

Celem i nadrzędnym obowiązkiem każdej kobiety było wyjście za mąż i urodzenie dzieci. Ta postawa i życiowy wybór był jedynym akceptowalnym wtedy przez społeczeństwo, panie samotne były według otoczenia nikim, ponieważ każdy wiedział, że odpowiednią pozycję może zapewnić damie tylko mąż. Ale raz, że zdobycie odpowiedniego nie było takie proste, dwa, że do ważnej roli bycia żoną swojego małżonka należało się dobrze przygotować, zbyt duży pośpiech nie był zalecany. W poradniku „Upominek dla młodych panien mających iść za mąż” zamieszczono zestaw pytań na które aspirująca do roli narzeczonej powinna odpowiedzieć. „Czy umiesz gotować?”, „Czy wiesz…”, „Czy potrafisz…?” Dopiero taka, która wszystko to sobie przyswoiła, mogła zacząć rozglądać się za jakimś amantem (a raczej jej rodzina mogła zacząć na poważnie o tym myśleć). Dlatego też od maleńkości wpajano dziewczynkom zasady i przyzwyczajano do różnych dziwnych norm. Kiedy pod tym względem była już mniej więcej „ulepiona”, czyli gdzieś około 14. roku życia, zaczynało się poszukiwanie odpowiednich kandydatów. Tak jak wspomniałam, o tym z kim panienka stanie na ślubnym kobiercu decydowali matka i ojciec – taka była po prostu kolej rzeczy, nikogo to nie gorszyło a dobrze wychowane dziewczęta nie miały prawa buntować się przeciwko woli starszych. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że wszyscy łącznie z autorami wspomnianych poradników zaznaczali, że związki kojarzone w ten sposób (patrz: mógł być stary, o kiepskiej reputacji, słabym zdrowiu, byle majętny i na stanowisku) rzadko należały do udanych. Dopiero w połowie XIX wieku trochę zaczęło się to zmieniać, w niektórych rodzinach uwzględniano sugestię córek. Wciąż jednak do wolności wyboru było daleko. Osłodą dla nieszczęśliwej narzeczonej miał być fakt, że poddała się woli rodziców i tym samym sprawiła im radość swoim posłuszeństwem. Właśnie mniej więcej w latach 50. pojawiły się głosy, opiekunom powinno leżeć na sercu przede wszystkim dobro młodej kobiety, więc najlepiej gdyby wskazali kilku możliwych kandydatów i uwzględnili jej zdanie w kwestii „postawienia” na jednego z nich. Sprawy finansowe nadal pozostawały bardzo istotnym elementem, jednak odradzano zwracanie na to zbyt dużej uwagi. Powoli dochodzono też do wniosku, że wydawanie kogoś za mąż tylko dlatego, by „nie został samotną sierotą” jest nie do końca mądrym i moralnie usprawiedliwionym pomysłem.

 

Po 30-stce kobieta ciężko rodzi, bo zatężałe jej części rodne

 

W jakim wieku dziewczyna powinna zostać wydana pod mężowską kuratelę? Tutaj zdania były podzielone, przyjęto, że najlepiej od 18 – 30 roku życia. Miało to głównie związek z fizycznym rozwojem i tym, czy był już na tyle zaawansowany, by współżycie seksualne i ciąża nie wywołały „niepożądanych skutków” w postaci chorób i wstrętu do życia domowego. Zbyt wcześnie zaślubiona mogła nie dać rady donosić dziecięcia, a taka „po 30 roku życia trudno rodzi, bo zatężałe jej części rodne”… Uważano, że kobieta po 40-stce a mężczyzna po 60-tce nie mają już prawa do zawierania małżeństw i nie powinni myśleć o założeniu rodziny. „Kawaler” nie mógł być młodszy niż 24 lata i nie starszy niż 40, panna zaś co najmniej 5 lat od niego młodsza. W przeciwnym wypadku, gdy np. była jego rówieśniczką, lub nie do pomyślenia, starsza, traciła dlań wszelkie powaby i wdzięki”. Nie mam pojęcia skąd Ci faceci to wiedzieli, ale podobno w małżeństwie kobieta starsza od mężczyzny starzała się szybciej od niego (hm, czyli nie dla każdego czas płynie tak samo), no i narażała go na ośmieszenie wśród znajomych. Natomiast Pan Młody który był mniej więcej w wieku dziadka swojej świeżo pojętej za żonę, mógł mieć problemy z porozumieniem się z nią. Tyle w teorii, w praktyce jak wiadomo wyglądało to różnie, w wielu przypadkach nie zwracano uwagi na takie nic nie znaczące „szczegóły”. Gdy przychodziło co do czego, „hajs musiał się zgadzać” jak to dziś mówią.

 

Głos rozsądku

 

Najzdrowsze podejście w swoich zapiskach wykazywała Hoffmanowa, która dowodziła, że zbyt wczesne zamążpójście często jest tylko sposobem na wyzwolenie się spod władzy rodzicielskiej i chęcią dostąpienia zaszczytów dozwolonych tylko mężatkom. Uważała, że panie, które nie chwytają się pierwszego lepszego mężczyzny, który się nimi zainteresuje, postępują rozsądniej i nie narażają się na niepotrzebne plotki. Te, które zdecydowały się na małżeństwo później, w dodatku z człowiekiem zbliżonym do siebie wieku, były w tych związkach spokojniejsze i szczęśliwsze. Niestety była w tym poglądzie raczej odosobniona, panowie rzadko podzielali to stanowisko.

 

Równouprawnienie musi być

 

Mniej więcej w latach 60. XIX wieku zaczęto przebąkiwać o tym, że nie tylko niewiastom należą się przywileje: Panowie także chcieliby, żeby się o nich starano, adorowano, sprawiano, by czyli się ważni. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku i dobrego smaku. Zainteresowana kawalerem pani powinna umiejętnie się zaprezentować, zadbać o ciało i ducha, uzmysłowić sobie swoje największe zalety i tak poprowadzić spotkanie, by to one były najlepiej widoczne. Wady i niedociągnięcia natomiast przyodziewała w mgiełkę tajemniczości. Dzięki temu od pierwszego spojrzenia zyskiwała przychylność i uznanie. W żadnym wypadku nie wolno jej było przejawiać męskich zachowań i wykonywać zarezerwowanych dla nich czynności: jazdy konnej, szybkiego chodzenia, picia trunków, palenia fajki, cygar lub papierosów, grania na instrumentach dętych. Kawaler natomiast miał być trzymany przez nią w ciągłej niepewności, która miała go dręczyć, nie mógł być do końca przekonany o tym, czy wybranka go kocha.

Powoli wychodziło z mody przymuszanie córek do małżeństwa, jednak obowiązkiem rodziców było interweniowanie, jeśli wybór młodej dziewczyny był nierozsądny. Szczególnie niepożądanymi kandydatami na zięciów byli łowcy posagów.

Panience nie wolno było zauważać zalotów kawalera, dopóki ten jasno ich nie wyraził. Zanim do tego doszło, miała być dla niego umiarkowanie grzeczna i traktować jak każdą inną osobę, z szacunkiem, ale nie jak kogoś wyjątkowo drogiego jej sercu. Dopiero na pytanie czy ma ku niemu skłonność i życzyłaby sobie zostać jego żoną, by uniknąć niezręczności, powinna odesłać go po odpowiedź do rodziców, z którymi wcześniej odbyła naradę.

 
paniretro
paniretro
Pani Retro, w wolnych chwilach fotograf-amator, w tych bardziej zajętych redaktorka i tłumaczka. Tematy poruszane na blogu często są przedstawiane z przymrużeniem oka, serio, z kijem naprawdę niewygodnie się siedzi. Historia może być dobrym tematem wyjściowym do lajfstajlu, pretekstem do całkiem współczesnych przemyśleń. Lubię zwierzęta małe i duże, inne stworzenia wybiórczo. Perfumy!
  • Julia

    W takście jest błąd, powinno być „dozwolonych tylko MĘŻATKOM”, nie mężatką. Podejrzewam, że to literówka bądź roztargnienie.
    Pozdrawiam,
    Julia

    • paniretro

      Dziękuję, już poprawiam!

  • Katarzyna M

    Jak byłam nieco mlodsza zawsze rozczulalam sie nad bohaterami literackimi wielkich twórców.
    Ale dopiero poznajac czym jest namiętność i miłość zrozumiałam jak bardzo tragiczne było życie w tamtych czasach.
    Kiedy rodziny wydawaly dzieci dla pozycji i powiększania majątków.
    Do dziś niektórzy to piastuja ale dzisiaj młodzi maja szanse usamodzielnienia wyboru…